środa, 27 listopada 2019

O mistrzach drugiego planu

Może tego nie widać, ale staram się, czekam na odpowiednie światło, odpowiedni moment, przypominam sobie nerwowo podstawowe zasady kompozycji zdjęcia, pilnuję ostrości itd.

I co?

I kończy się zwykle zupełnie niespodziewanie, bo wkracza w kadr mistrz drugiego planu, dobrze jak w swej wspaniałomyślności pozostaje w tle i nie przysłania tematu głównego (?):





Żegnaj powago i profesjonalizmie,
witaj spontanie i amatorszczyzno !

O moich najstarszych roślinach doniczkowych - część 1 - Hoja


Roślin, które mieszkają ze mną od dawna (zaliczam do nich takie, którymi opiekuję się przynajmniej 20 lat) mam kilkanaście. Wszystkie one przeżyły kilka przeprowadzek, okresów zmian w uprawie, różnic nasłonecznienia, chwilowego braku zainteresowania i błędów z mojej strony. Spośród wszystkich moich roślin cenię je najbardziej, mimo że często oceniane są one przez osoby postronne jako "pospolite".

Myślę, że moja lista tych najbardziej wyrozumiałych gatunków i odmian, stać się może wskazówką, jak łatwo i bez większych frustracji zazielenić swoje cztery katy:

- dwie hoje różowe
- dwie duże katleje
- figowiec lirolistny
- figowiec benjamina
- filodendron podwójnie pierzasty ("wiano" mojego męża)
- dwa grubosze
- kaktusy
- drzewko cytrynowe
- oleandry


Chciałabym każdej z nich poświęcić kilka słów w podziękowaniu za radość, jaką sprawia mi ich widok.  

---

HOJA RÓŻOWA
(HOYA CARNOSA)




Szczepkę tej rośliny dostałam wieki temu od mojej cioci. Kiedyś hoje były bardzo powszechnie obecne w mieszkaniach, dziś wyparte są chyba przez popularniejsze pnącza. Szkoda, bo jest to roślina bardzo mało wymagająca o przepięknych błyszczących liściach, które swoją doskonałością cieszą cały rok. Nie opadają, nie więdną, nie usychają przy niewystarczającej wilgotności powietrza.

Moja pielęgnacja hoi ogranicza się do podlewania jej raz w tygodniu (podłoże jest zwykle dość przesuszone), "prysznica" raz w miesiącu, aby odkurzyć jej przepiękne liście oraz nawożenia od kwietnia do sierpnia mniej więcej (przyznam, że tu się nie przykładam, przypominam sobie o tym, jak w rękę wpadnie mi jakaś butelka humusu). Roślina rozrasta się błyskawicznie, nie mam chyba przyjaciółki / znajomej, której nie obdarowałam szczepką mojej rośliny, sama mam dwa ogromne egzemplarze, które rozrastają się na wszystkie strony:


Szczerze polecam tę prostą w uprawie roślinę każdemu amatorowi zieleni.

Z pierwszymi trzema osobami, które zamieszczą komentarz pod tym postem, chętnie podzielę się szczepką hoi, którą z łatwością ukorzenić można w wodzie.

niedziela, 21 października 2018

O najłatwiejszych w uprawie storczykach, czyli czego potrzebują vandy

Przeszło dziesięć lat temu phalenopsisy zawojowały nasze parapety. Dla wielu storczyk to właśnie phalenopsis. Są produkowane masowo, żal patrzeć, jak masowo również wyrzucane w marketach, gdy dana partia towaru nie sprzeda się przed utratą wigoru roślin. Ich niska cena sprawia, że niektórzy nawet nie zadają sobie trudu, aby próbować je doprowadzić do ponownego kwitnienia, łatwiej jest kupić nowy, dorodny egzemplarz.

Jeśli już jednak zechcemy cierpliwie poczekać na nowy pęd kwiatowy, czasem okazuje się, że nie jest to takie proste i że phalenopsis bywa rośliną kapryśną lub upartą.

Może więc warto się skusić na inną orchideę, moim zdaniem znaczniej łatwiejszą w uprawie?

Vanda, bo o niej mowa, kwitnie w zachwycający i równie trwały, co phalenopsis sposób:

Urzekające kwiaty vandy

Vandę najlepiej uprawiać bez podłoża, w szklanym pojemniku. Z moich obserwacji wynika, że potrzebuje dużo światła (u mnie jest to okno od strony południowej, które jednak nie nagrzewa się nadto latem, bo jest cieniowane od zewnątrz przez miskanty). Podlewanie jest banalnie proste, wystarczy wlać wodę o temperaturze pokojowej do poziomu końca korzeni (nie należy wlewać wody wyżej, nie powinno się moczyć kącików liści). Ja zostawiam moje roślinki w domowym spa tak mniej więcej na pół godziny, aby swobodnie "się napiły" (znakiem czego są zielone korzenie). Po tym czasie całą wodę należy odlać, ponownie uważając, aby nie moczyć liści. Częstotliwość podlewania zależy od pory roku i temperatury, latem przy upałach, należy podlewać vandy codziennie, zimą - przy umiarkowanej temperaturze w pomieszczeniu - co trzeci dzień mniej więcej.


Podpowiedzią jest zawsze kolor korzeni - korzenie srebrne wołają o wodę!


Te korzenie mówią: jestem nawodniona

Mam w kolekcji kilkanaście vand, gdyby nie za mały parapet (ech!) na pewno miałabym ich więcej:

Strasznie małe dziś robią parapety ;)


Gdy kwitną


Bardzo polecam vandy wszystkim roślinomaniakom, niech zaporą nie będzie nieco wyższa cena tych storczyków, czasem można je kupić na wyprzedaży i przy minimum wysiłku (jak wyżej) cieszyć się można takimi widokami:





Moja najukochańsza vanda, "wyżebrana" w OBI
(obsługa zgodziła się obniżyć cenę na przekwitnięty egzemplarz),
gdy jeden pęd przekwita, ona puszcza już kolejny 

sobota, 13 października 2018

O kwitnieniu cattleyi

Moja kolekcja cattleyi nie jest imponująca, to zaledwie kilkanaście egzemplarzy, w większości bezimiennych, za to takich, które przetrwały ze mną lata, przystosowały się do niekorzystnych czasem warunków, do okresów mniejszej i większej dbałości.

Cattleye nie są roślinami łatwymi w uprawie, potrafią kapryśnie reagować na najmniejsze nawet zaniedbania, stąd też taką radość sprawia każde kwitnienie.

Poniżej zamieszczam zdjęcia październikowej nagrody - oba egzemplarze kupione kiedyś okazyjnie w markecie budowlanym, żółty pachnie obłędnie:



 



czwartek, 1 marca 2018

O pielęgnacji phlebodium

Phlebodium aureum (paproć złocistą) mam kilku miesięcy, czyli od niedawna. Niestety uprawa tej przepięknej rośliny polega w moim przypadku na metodzie prób i błędów, gdyż wiadomości, które znaleźć można na jej temat w internecie i poradnikach książkowych są dość lakoniczne i czasem wzajemnie się wykluczają.

Zacznę może od tego, że uprawiam paprocie wbrew warunkom, jakie panują w moim domu, gdzie o wilgoć i cieniste miejsca trudno. Rekuperacja i słoneczne pomieszczenia sprawiają, że moja miłość do paproci napotyka na liczne przeszkody. Z każdej jednak nieudanej próby wyciągam wnioski na przyszłość i...  coraz bardziej trzęsę się nad każdą paprociową doniczką.




Ale do rzeczy. Czytam, że phlebodium lubi wilgotne podłoże i wilgotne powietrze, Że powinnam je codziennie zraszać i postawić doniczkę na podstawce wypełnionej keramzytem i wodą. Tak też od początku robię, jednak już po kilku dniach końcówki liści zaczynają podsychać. Wniosek? Pryskać więcej. Wniosek błędny, jak mi się teraz zdaje, bo piękny niebieskawy odcień liści powoli ustępuje zieleni. Czytam, że tak się może stać, gdy roślina stoi w zbyt zacienionym miejscu, ale o tym nie może być w moim przypadku mowy - rośliny (bo mam dwa egzemplarze) stoją bezpośrednio pod oknem dachowym, od wschodniej strony, mają bardzo dużo rozproszonego światła.

Ale czy wypada narzekać na kolor, skoro roślinki wypuściły sporo nowych liści i mimo początkowego podsychania zachwycają teraz przepięknym pokrojem? Mam słabość do tej rośliny.

Ciekawa jestem, czy ktoś ma podobne obserwacje dotyczące zmiany koloru liści i czy uzasadnione jest moje podejrzenie, że odpowiedzialne jest za to częste zraszanie?




środa, 28 lutego 2018

O nieuleczalnej manii i trafionych zakupach

Jestem roślinomaniakiem.

Uzależnienie od wizyt w kwiaciarniach, marketach budowanych i innych sklepach z działem roślinnym przekroczyło poziom rozumianej przez większość tzw. normalności.

Rankami wcześniej wyjeżdżam do pracy tylko po to, aby zatrzymać się na chwilę w sklepie z kwiatami doniczkowymi. Wracam z pracy obładowana nowymi zielonymi nabytkami. Wmawiam sobie, że ratuję rośliny z przeceny i usprawiedliwiam kolejny zakup myślą, że przecież o tym właśnie gatunku marzyłam od zawsze. W każdej wolnej chwili wymykam się do mojej minikrainy szczęścia - gumowe rękawiczki, drenaż, ziemia, doniczki i uśmiech od ucha do ucha.
Dom nazywany pieszczotliwie przez drugą połowę "małpim gajem", ogród tonący w kwiatach.
Szkoda, że parapety nie rosną w miarę dostawiania doniczek, a rabaty wraz z każdą dosadzoną rośliną.

Gorączka? Obsesja? Mania?

Ten blog jest po to, żeby je dokumentować i odrobinę porządkować.

Dziś też wróciłam do domu z zielonym nabytkiem. Tym razem P. usłyszał:
"Kupiłam Ci szyneczkę parmeńską" - czyż nie tak wygląda ten phalenopsis?