środa, 28 lutego 2018

O nieuleczalnej manii i trafionych zakupach

Jestem roślinomaniakiem.

Uzależnienie od wizyt w kwiaciarniach, marketach budowanych i innych sklepach z działem roślinnym przekroczyło poziom rozumianej przez większość tzw. normalności.

Rankami wcześniej wyjeżdżam do pracy tylko po to, aby zatrzymać się na chwilę w sklepie z kwiatami doniczkowymi. Wracam z pracy obładowana nowymi zielonymi nabytkami. Wmawiam sobie, że ratuję rośliny z przeceny i usprawiedliwiam kolejny zakup myślą, że przecież o tym właśnie gatunku marzyłam od zawsze. W każdej wolnej chwili wymykam się do mojej minikrainy szczęścia - gumowe rękawiczki, drenaż, ziemia, doniczki i uśmiech od ucha do ucha.
Dom nazywany pieszczotliwie przez drugą połowę "małpim gajem", ogród tonący w kwiatach.
Szkoda, że parapety nie rosną w miarę dostawiania doniczek, a rabaty wraz z każdą dosadzoną rośliną.

Gorączka? Obsesja? Mania?

Ten blog jest po to, żeby je dokumentować i odrobinę porządkować.

Dziś też wróciłam do domu z zielonym nabytkiem. Tym razem P. usłyszał:
"Kupiłam Ci szyneczkę parmeńską" - czyż nie tak wygląda ten phalenopsis?




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz