Jeśli już jednak zechcemy cierpliwie poczekać na nowy pęd kwiatowy, czasem okazuje się, że nie jest to takie proste i że phalenopsis bywa rośliną kapryśną lub upartą.
Może więc warto się skusić na inną orchideę, moim zdaniem znaczniej łatwiejszą w uprawie?
Vanda, bo o niej mowa, kwitnie w zachwycający i równie trwały, co phalenopsis sposób:
Urzekające kwiaty vandy
Vandę najlepiej uprawiać bez podłoża, w szklanym pojemniku. Z moich obserwacji wynika, że potrzebuje dużo światła (u mnie jest to okno od strony południowej, które jednak nie nagrzewa się nadto latem, bo jest cieniowane od zewnątrz przez miskanty). Podlewanie jest banalnie proste, wystarczy wlać wodę o temperaturze pokojowej do poziomu końca korzeni (nie należy wlewać wody wyżej, nie powinno się moczyć kącików liści). Ja zostawiam moje roślinki w domowym spa tak mniej więcej na pół godziny, aby swobodnie "się napiły" (znakiem czego są zielone korzenie). Po tym czasie całą wodę należy odlać, ponownie uważając, aby nie moczyć liści. Częstotliwość podlewania zależy od pory roku i temperatury, latem przy upałach, należy podlewać vandy codziennie, zimą - przy umiarkowanej temperaturze w pomieszczeniu - co trzeci dzień mniej więcej.
Te korzenie mówią: jestem nawodniona
Mam w kolekcji kilkanaście vand, gdyby nie za mały parapet (ech!) na pewno miałabym ich więcej:
Strasznie małe dziś robią parapety ;)
Gdy kwitną
Bardzo polecam vandy wszystkim roślinomaniakom, niech zaporą nie będzie nieco wyższa cena tych storczyków, czasem można je kupić na wyprzedaży i przy minimum wysiłku (jak wyżej) cieszyć się można takimi widokami:
Moja najukochańsza vanda, "wyżebrana" w OBI
(obsługa zgodziła się obniżyć cenę na przekwitnięty egzemplarz),
gdy jeden pęd przekwita, ona puszcza już kolejny

